piątek, 6 marca 2015

List pozegnalny....

Cześć każdemu kto trafił na ten post. Ci którzy dostali go ode mnie i ci ktorzy trafili ty przypadkiem. Po kilku latach przerwy w pisaniu powracam, ale nie po to żeby wrócić, ale żeby sie pożegnać. Właśnie straciłam wszystko...
        Jestem osiemnastoletnia dziewczyną. Urodziłam się w Sosnowcu (tragedia sama w sobie). Wychowała mnie babcia, kobieta która cierpiała w swoim życiu za grzechy wszystkich. Problemy z mężem, dziećmi, ale i tak była kochana, cudowna i co najważniejsze nigdy się nie poddawała. Gdy miałam pięć lat zaczęła się choroba... Najpierw zapominanie imion, miejsc, podstawowych rzeczy. Kolejne lata przynosiły więcej utrudnień ataki paniki, ucieczki. Pamiętam jak osiem lat temu babcia straciła kontrole nad swoja osoba. Omal nie zginęłam, ale nigdy nie potrafiłam złościć się za nią o to, że próbowała zaatakować mnie i moja mame noże. To była choroba to ona ją osłabiła. Potem zaczęła powoli umierać. Jej ciało stało się watą, organizm rośliną, ale nadal czułam, że ona wie co się dzieje i zawsze gdy miałam slabszą chwile szłam do niej i po prostu jej mówiłam. Lekarze zapewniali, że ona nie jest świadoma tego co sie dzieje, ale ja czułam, że ona wie, wie co jej mówię i mi pomaga. Rok temu odeszła. Po wielu latach męcznenia z chorobą odeszła. To był mój najgorszy dzień pamietam jak dziś obudziły mnie krzyki o 1 w nocy dziadka, że babcia nie oddych. Jedyne co mogłam wtedy zrobić to prosić Boga, żeby nie pozwalał jej na to żeby została. Teraz z upływem czasu wiem, że tam na górze jej lepiej. Tam nie cierpi i zawsze w tych gorszych chwilach jest obok mnie czuje jej obecność i wsparcie. Wiem, że gdy jest mi smutno ona stoi za mną i mówi że będzie dobrze.
        Gimnazjum. Najgorszy okres, wtedy moja psychika była narażona na najgorsze z możliwych byłam krok od samobójstwa. Nie jestem osobą z powalającą urodą i szczupłą, Mam nadwagę i nie mogę się jej pozbyć. Urodą nie grzeszę, ale z natury nie szukam też uwagi. Stram sie unikać jakiś bliskich kontaktów, ale zawsze znajdzie się ktoś kto sie doczepi. W mojej klasie trafiło to na mnie. Zaczęło się od głupich przegadywanek "grubas", "pasztet", "ty nie chodzisz ty sie turlasz". Następnie głupie żarty, niszczenie prac, głupie dopiski. Któregoś dnia wstałam na lekcji do kosza, gdy wracałam większość klasy zaczęła udawać trzęsienie ziemi, a gdy siadłam podszkoczyli. Wybiegłam wtedy z sali usiadłam na korytarzu i zaczęłam płakać. Nauczyciele byli bezradni lub ślepi na to wszystko. Punktem ostatecznym był filmik. W naszej szkole były przymusowe zadowy z okazji dnia dziecka. Były to zajęcia sportowe. W trakcie biegu jeden z kolegów podłożył mi nogę i po prostu upadłam. Jak zawsze śmiechy i komentarze, ale nauczyłam się z tym żyć. Wróciłam do domu poobijana z siniakami, ale w sumie dla mnie to żadna nowość śmiech i komentarze. Wieczorem siadłam do komputera. Nagle dostałam powiadomienie oznaczono cię w poście. I zaczął się koszmar. Zobaczyłam ten filmik z trzydziestokrotnym powtórzeniem momentu mojego upadku. Potem było jeszcze gorzej. Post zapełniał sie komentarzami "Trzęsienie ziemi", "Grawitacja ją przyciąga". Ty był ten moment. W sekundzie podjęłam decyzję koniec. Koniec ze mną nie nadaje się do życia na tym świecie mam 14 lat a moje życie to fala złych komentarzy, obelg i samych łez. Miałam wszystko naszykowane, kiedy znalazł się mój anioł. Moja mama, weszła i bez słów przytuliła mnie do siebie powiedziała, że damy sobie radę. Nie mogą tego robić. Nie miałam wtedy ochoty na nic. To był przełomowy okres mojego życia. Postanowiłam odkreślić mnie starą i mnie nową.
     Koniec gimnazjum. Dokończyłam kreskę oddzielającą moje życie od poprzedniego. Zmieniłam swoje nastawienie przestałam być ufna. Nikomu nie dałam się już poznać nikomu nie ufałam. W połowie wakacji poznałam kilka osób z mojej nowej klasy. Poznałam wtedy osobę która zmieniła moje życie. No więc zaczęło się od rozmowy poznanie sie i ogólnie, ale już pierwszego dnia bylam w stanie złamać swoją zasadę zaufania. Powstrzymałam sie. Jednak szybko zaczęłam łamać inne moje zadasy i tak aż do zakochania się. Trudno w to uwierzyć, ale pierwszy raz w życiu się zakochałam i całowałam. Miałam szesnaście lat, a wszystko było dla mnie nowością. Jego dotyk na moim brzuchu, twarzy, szyi i innych częściach ciała. Pierwszy raz w życiu czułam się potrzebna. Byłam szczęśliwa... no tak byłam całe 1,5 roku. Najlepsze 1,5 roku mojego zycia. Niestety jak zawsze moje zycie nie mogło być idealne. Doprowadziłam do beznadziejnej systuacji w skutek wszystko straciłam....
    Teraz 6 marca 2015 roku moje myśli wróciły, ale pojawił się też brak odwagi. Nie mam odwagi się zabić boje się że ktoś mnie znajdzie uratuje, a ja nie chcę. Chciałam bym odejść ułatwić ludzią życie... Nie robię tego z powodu zawodu miłosnego, utraty gruntu pod nogiami. Potrafiła bym sie pozbierać, ale po porstu jestem słabą osobą nie mam już sił. Moje życie to ciąg przeszkód. Gdy wyjdzie słońce nagle pojawi się burza. Zaczęłam gubić się sama w tym wszystkim. Sądzę, że główną przyczyną mojej słabości jest przeszłość. Choroba babci, jej cierpienie, moje cierpienie. Po nastu latach życia w ciągłej depresji załamaniu przestałam wierzyć, że jeszcze kiedys=ś wyjdzie do mnie słońce....
Dlatego postanowiłam zacząć starać się o odwagę.....
Z tego miejsca chcę podziękować kilku osobą.
A. Za wspaniałe dzieciństwo i przyjaźń na zawsze
Babci, że była moją mamą i zawsze była.
Mamie za bycie moim aniołem. Przepraszam za złe słowa i  dziękuję za wszystko.
T. za wytrzymywanie ze mną, miłość i szczęście.
K. Za uwierzenie w siebie i to że mogę być czyimś ideałem.
W, K, K za bycie w tych złych chwilach. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz