wtorek, 4 sierpnia 2015

You're my problem

Może się wydawać każdemu, że skoro ktoś się uśmiecha śmieje jest szczęśliwy, ale czy tak jest na prawdę? Ostatnio w moim życiu pojawa się coraz wiecej pytań, a coraz mnie odpowiedzi. Budzę się rano z większą pustką i strachem. Poranna kawa stała się rutyną jej smak stał się neutralny, a uczucia trudne do ogarnięcia. Mam osiemnaście lat, ale nie jestem jak inne typowe nastolatki. (Bynajmniej te z mojego otoczenia)
      Od rozstania z moją pierwszą miłością jest coraz gorzej. Nie tęsknie za nim, a za poczuciem bezpieczeństwa. Brakuje mi spotkań, przytulenia usłyszenia słowa JESTEŚ DLA MNIE WAŻNA. Każdy powie no ok, ale masz znajomych masz rodzine więc po co ci chłopak? Bo ja tego potrzebuje jestem osobą która potrzebuje u swojego boku podpory. Sama świadomość, że ta osoba jest działa na moją psychikę. Chodź moja psychika staje się coraz bardziej skomplikowana. Uzależniam się szybko od drugiej osoby, a to wszystko komplikuje. Uważałam, że związek który przetrwał rok jest związkiem na stałe. Myślałam, że skoro go kocham to muszę rezygnować z wielu rzeczy, że On ma prawo mnie poniżać, obrażać. Niestety miłość zasłoniła mi oczy, a potem zmieniła moją psychikę. Teraz minęło już pół roku od momentu zakończenia tego "toksycznego" związku. W moim życiu przebrnęło wielu facetów. Bardziej i mniej wartościowych, ale mimo to dalej nie mogę ułożyć sobie normalnego związku. Ciąglę rozczarowywuje się szukam tego ideału i zapomniałam gdzieś po drodze, że one nie istanieją. Nie mówię o wyglądzie, a o zachowaniu.
    Dziś jak patrzę na mój poprzedni związek przez neutralne niezakochanne oczy mogę powiedzieć, że zmiennił mnie nie do poznania. Zniszczył mnie, wypaliłam się. Doprowadził mnie do wewnętrznej uczuciowej śmierci. Potrzebuję kogoś, ale nikt nie jest w stanie mi tego dać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz